fellixa blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Na blogu u Jolinki można wygrać piękne serduszka. Chętnych jest wiele bo nagrody naprawdę grzechu warte.
U Marzeny natomiast do wygrania jest śliczna biżuteria szydełkowa. Wprawdzie sama też szydełkuję, ale do takich drobiazgów nie mam cierpliwości. Tym bardziej podziwiam precyzję wykonania i urodę korali i ustawiam się w kolejce.
A u mnie bez większych zmian. Siedzę cały czas w Warszawie i utyskuję na pogodę, bo albo jest za gorąco, albo grzmi i leje.
A dziś pokażę kolejne zakładki. Ta muzyczna potraktowana jest lakierem „touch me”, czarno-białą lakierowałam werniksem szklącym. Ładnie się błyszczy, ale na zdjęciach niezbyt to widać. Za jakość zdjęć przepraszam, ale marny ze mnie fotograf, a poza tym robiłam je komórką.


 

Pojechałam dzisiaj do sklepu, w którym była wyprzedaż materiałów do decou. Szykowałam się do tej wyprawy od kilku dni. Długo chodziłam między regałami z papierami, serwetkami, farbami i innymi cudeńkami. Podobało mi się wiele rzeczy, ale ponieważ portfel posiada dno, musiałam się na coś zdecydować. No i tu niestety zaczął się problem. Jestem niestety osobą, której bardzo trudno coś wybrać. I to by się chciało i tamto też, ten papierek bym wzięła, ale jak wezmę ten, to nie starczy na tamten. to może wezmę tamten, albo nie, wezmę jeszcze inny. Nie, innego nie wezmę, wezmę stempelki. O ten jest fajny, a ten fajniejszy, wezmę ten. Nie, wezmę jednak tamten, bo fajniejszy, albo…. Nie, nie wezmę pieczątek, wezmę jednak jeszcze jeden papier. Itd. itp.
Namęczyłam się ze sobą okrutnie i niestety wybrałam stanowczo za mało rzezczy. W portfelu jeszcze coś zostało, ale już sklep zamykali. Mimo, że mam kawałek drogi, chyba będę musiała pojechać tam jeszcze raz, bo szkoda zmarnować taką okazję.
A mogłam zdecydować się od razu. Mogłam ? Nie, nie mogłam, bo tak już jestem skonstruowana, że zakupy robię na raty. I mimo, że z tym walczę, na razie nic z tego nie wychodzi. Bo jak czasami sama sobie przetłumaczę i kupię coś, nie zastanawiając się nad tym długo, to potem stwierdzam, że mi się to nie podoba, albo że wcale nie było mi to potrzebne.
Pocieszam się jednak tym,że znam osobę, która ma podobnie jak ja, ale zastanawia się chyba jeszcze dłużej.
Żeby nie przynudzać więcej dziś pokazuję kolejne serduszka, tym razem o tematyce drobiowej.  

 

Kolejnymi małymi formami, które lubię ozdabiać, są serduszka. W najszerszym miejscu mają 9,5 centymetra.
Zrobiłam ich już trochę, ale będzie jeszcze więcej, bo zapas surowych, do zdobienia mam spory.
Są o tyle fajne, że mogę sobie na nich poeksperymentować z nowymi pomysłami, zanim przeniosę je na większy format.
Na razie pokazuję trzy z nich.

Na tym ćwiczyłam pstrykanie patyną. Z efektu jestem nawet zadowolona.

Tu nic nie ćwiczyłam. To było pierwsze serduszko które zrobiłam.

Tutaj ćwiczyłam crackle Dala. Nie lubię go, tzn Dali nie serduszka, bo często robi niemiłe niespodzianki.
Tym razem na szczęście się udało. Na zdjęciu nie widać, ale spęki są wypełnione złotą porporiną i brzegi pociągnęłam złotą farbą.

Te dwie zakładki zrobiłam jakiś czas temu. Lubię takie małe formy, mimo, że pracy nad nimi nie jest wcale dużo mniej, niż przy wiekszych pracach, takich jak butelka lub skrzyneczka. Powiedziałabym, że nawet trudniej się je robi, bo dosyć ciężko znależć małe motywy i tak je skomponować, żeby się wszystko zmieściło. Polakierowałam je lakierem „touch me”, dzięki temu są milutkie w dotyku. Na zdjęciach nie mają jeszcze nic przewleczonego przez dziurkę, ale tylko takimi zdjęciami aktualnie dysponuję.
Zakładka z dziewczynką dostała koronkę, ta druga atłasową wstążeczkę.

Rudlis na swoim blogu organizuje rocznicowe candy. Mimo, że jak już kiedyś wspominałam, nie mam szczęścia w grach losowych, przyłączam się do zabawy. W sumie nie sama wygrana jest najważniejsza, chociaż oczywiście byłoby miło gdyby się udało, ale ten dreszczyk emocji towarzyszący całej zabawie.

Moja córka uwielbia Kitty. Od paru lat zbiera maskotki i różne przedmioty z wizerunkiem kici. Uzbierała już całkiem pokaźną kolekcję. Oprócz Kitty kolekcjonuje też przedmioty związane z żabą Keropi, chomikiem Hamtaro i innymi bohaterami japońskich bajek.
Poniżej przedstawiam fragment jej kolekcji. Ja też miałam w niej mały udział. Zrobiłam tacę, skrzyneczkę, obrazek ,domek na pierścionki i szydełkową maskotkę.

Na blogu Mai można wygrać prześliczne, haftowane drobiazgi. Kiedyś sama trochę haftowałam, ale jakoś to zarzuciłam. Może nie szło mi nawet najgorzej, ale nie specjalnie lubię się z igłą. Szczególnie denerwuje mnie moment, kiedy kończy się nitka. Po pierwsze dlatego, że trzeba to jakoś zakończyć, aby się nie spruło, a po drugie, nie znoszę nawlekać igły. Ręka się trzęsie a i wzrok już nie taki jak kiedyś. Czasam przychodzi mi ochota, żeby coś wyszyć, szczególnie jak naoglądam się pięknych prac blogowiczek. Ale jak sobie pomyślę o tym nawlekaniu, to mi szybko przechodzi.
A z moich prac pokaże dziś białe pudełko. Miało wyglądac na mocno sponiewierane i chyba takie wyszło.

Ta butelka powstała całkiem niedawno. Właściwie nie lubię afrykańskich klimatów i nie czuję się dobrze we wnętrzach dekorowanych tego typu ozdobami. Jednak uważam, że trzeba być uniwersalnym i różnych rzeczy spróbować. Na szyjce naklejałam wiele kawałków serwetek. Trochę się namęczyłam, żeby wszystko dopasować. Całość polakierowałam matem. 

 

 

W minioną sobotę odbył się II Ogólnopolski Zlot Scrapbookingu. Wprawdzie jeszcze żadnego scrapa w życiu nie zrobiłam, niemniej jednak bardzo mi się one podobają. Chętnie oglądam blogi scraperek a swego czasu na spotkaniu u Asket gościła Filka i miałam wtedy okazję pooglądać jej piękne prace na żywo. Z tego też powodu postanowiłam wybrać się na zlot.
Bardzo się cieszę, że tam dotarłam. Pierwszy raz w życiu mogłam zobaczyć osobiście tyle niesamowitych prac.  Były też stoiska z materiałami do scrapa a na nich tyle wspaniałości, że co nieco sobie nabyłam. Po prostu nie byłam sobie w stanie odmówić, chociaż na razie nie scrapuję. Celowo piszę „na razie”, ponieważ pomalutku przymierzam się, aby coś tam wydłubać. Nie stanie się to z pewnością zbyt szybko, na razie nie bardzo wiem jak się za to zabrać, ale zamierzam się w bliżej nieokreślonym terminie, dokształcić w tej dziedzinie.
Wracając do zlotu, muszę tu jeszcze wspomnieć, że odbywały się tam różne pokazy. Dla mnie najcenniejszym był pokaz Asket. Robiła ona lustro decou z elementami scrapa, czyli stempelkami. Jestem pod wrażeniem, jak szybko to lustro powstało. Ja wokół swoich prac chodzę, jak kwoka wkoło jajek, wszystko robię ostrożnie i bardzo powoli. A Asket raz, dwa i zrobiła  cudo.
Zlot, to jednak nie wszystko, co inspirowało mnie w ten weekend. W niedzielę odbyło się nasze comiesięczne spotkanie w pracowni Asket. Jak zwykle przyszło sporo dziewczyn i można było powymieniać się doświadczeniami. Te spotkania zawsze dają mi duży zastrzyk energii i jak wracam do domu, to najchętniej zaraz zabrałabym się za decou.
I to tyle, jeśli chodzi o weekend. Zdjęć niestety nie mam, ale te ze zlotu są na blogu Filki. Nawet na niektórych jestem.
A teraz powrócę jeszcze do tematu dziurek w butelkach. Otóż pragnę donieść, że posiadam cztery dziurawe butelki !!!
Mąż kupił specjalne wiertło do szkła i dziś odwiert  się udał i to bez strat w ludziach i sprzęcie. Strasznie się cieszę, że wreszcie będę mogła zrobić sobie lampkę.
A zanim będę ją mogła tu pokazać, wstawię zdjęcia innych prac.
To butelka z jeżynami. Lubię ją nawet, ale okropnie się wycinało te wszystkie łodyżki.

Od dłuższego czasu noszę się z zamiarem zrobienia lampki z butelki. Niestety do tej pory nie udało mi się tego dokonać, ale może po kolei…
Swego czasu dostałam od mamy ładną butelkę z uchwytem. Uznałam, że będzie idealna na lampkę.
Poprosiłam więc męża, aby zrobił w niej dziurkę.  Zgodził się, ale niestety w czasie odwiertu butelka pękła. Zniechęcona porzuciłam swój zamiar. Robiłam inne prace, ale ta lampka cały czas chodziła mi po głowie. Z zazdrością oglądałam lampki koleżanek z pewnego forum, na którym się udzielam. Ostatnio moja potrzeba wyprodukowania lampki powróciła do mnie z siłą wodospadu.Tylko skąd wziąć dziurkę?
W tym celu udałam się do szklarza na moim osiedlu. Niestety pan szklarz stwierdził, że on ma nowoczesną maszynę i czegoś takiego jak dziurka w butelce to on nie zrobi. Nie zrażona niepowodzeniem nawiedziłam kolejny zakład szklarski, tym razem w innej dzielnicy. Tu wprawdzie pan szklarz oświadczył, że dziurkę to on może spróbować wykonać, ale nie daje gwarancji, że butelka nie pęknie. Dodatkowo zażyczył sobie 10 zł za tę imprezę. Zrezygnowałam więc i niestety nie wiem co dalej, zakładów szklarskich jakoś zbyt wiele na swojej drodze nie spotykam. Może jeszcze mąż raz spróbuje, tym razem innym wiertłem, ale jak to nie wyjdzie, to chyba lampki nie będę miała.

Na pocieszenie znalazłam dzisiaj kolejne candy. Tym razem u Joanny z Papier Mache Gallery. Może tym razem szczęście się do mnie uśmiechnie, bo nagroda jest grzechu warta.

I już zupełnie na koniec stołek. Jest jedną z moich wcześniejszych prac a zrobiłam go do pokoju córki.


  • RSS